
Powiem szczerze, jak na pierwszy raz nie było źle ale

Śniadanie w sobotę, powiem szczerze dawało sporo do życzenia, bo gdyby jajecznica się nie spaliła to smakowałaby jak woda w brudnym kolorze. Coś co po angielsku nazwali dinner, to była kanapka ze startym serem a druga z mieloną wołowiną (jak dla mnie to troszku mało).
No ale nie będę tylko o jedzeniu bo nie o to tu chodzi.
Pod koniec dnia na naszej dioramie odbyła się bitwa: ostatnie godziny pod Arnhem, sami ranni czekamy aż dywizja się przeprawi a potem poddanie i widownia klaszcze jak to fajnie było. Dla Angoli oczywiście poddać się to drobnostka, rączki w górę z szybkością błyskawicy i nie trzeba było ich zachęcać a dla nas niestety masakra do kwadratu (ktoś nawet w ferworze walki zapomniał, że ma zostać rannym i "zranił" się dopiero jak Niemcy przestali strzelać


No i jesteśmy w Anglii wieć podejście do historii może być trochę inne, miejmy tylko nadzieje, że widzowie oglądali film: Bridge too far i pamiętają Hackmana i ten jego: sznyyr

Ponoć w niedzielę było lepiej ale mnie już nie było, także nie wiem.
A najgorsze to to, że mój Bren, przepraszam mój fantastyczny Bren

No dobrze może starczy tego narzekania, zajmijmy się wiec dobrymi stronami.
Hmm

Hmm

Były oczywiście były, chociażby to, że pogoda dopisała i nie padało

Grupy będące na tym show pokazywały niezły poziom jak chociażby goście z naszego szpitala, Anglicy którzy pokazywali Dunkierkę, ruskie też byli ok, no i oczywiście goście co odgrywali 1 SBS

Umiejscowienie też było fajne (sporo grup mogło wykorzystywać stare budynki).
No to w skrócie na tyle jak coś sobie przypomnę warte napisania to wrzucę później a może ktoś napisze coś jeszcze i wrzuci fotki, ja niestety nie zrobiłem żadnych.
P.S.
Aha i jeszcze jedno:
Największym naszym problemem podczas bitwy było, czy owce będące na linii ognia nie zaczną rodzić bo były w zaawansowanym stadium
